DrukujDrukuj

Dwumiasto Słupsk - Ustka

Współautorzy:
  • macwoj

Pomysł połączenia Słupska i Ustki w jeden organizm miejski powstały w latach .70, reaktywowany za kadencji prezydenta Macieja Kobylińskiego.

W 1977 roku Karol Major, ówczesny architekt miejski stwierdził, że plan przestrzenny rozwoju miasta z 1965 roku jest kompletnie nieaktualny. " Pierwszą sprawą jest znalezienie terenów dla nowych dzielnic mieszkaniowych."
Wówczas architekci pod kierownictwem Romana Bułkowskiego stworzyli nowy plan rozwoju miasta, który miał obowiązywać do 2010 roku.

Wszystko łączyło się z nieistniejąca już dzisiaj rozbudową Stocznią "Ustka". Planiści wyszli z założenia, że ten zakład stanie się wkrótce jednym ze znaczących elementów socjalistycznej gospodarki, do której obsługi będzie potrzebna wielotysięczna załoga.

Plan z 1977 roku zakładał, że oba miasta są już niejako związane ze sobą, dzięki miejskiej komunikacji. W ten sposób jak pisano w "Głosie Pomorza": Dojazdy do pracy i szkół odbywają się w obu kierunkach. Do Ustki dojeżdżają przed wszystkim mężczyźni (męskie zawody w Stoczni "Ustka" i przedsiębiorstwie rybackim "Korab"), do Słupska - kobiety. Spora grupa młodzieży ze Słupska dojeżdża do zespołu szkół zawodowych przy Stoczni. Na większe zakupy z Ustki jedzie się do Słupska. W dni wolne od pracy mieszkańcy Słupska zagęszczają plażę i ulice Ustki."

Plan z 1977 roku zakładał niesamowity wręcz rozwój Słupska i Ustki jako jednego ośrodka, który miał stać się potężnym miastem niemalże konkurującym pobliskim Gdańskiem.
To miał być wspaniały silny ośrodek przemysłowy o znaczeniu krajowym z gałęziami: okrętową, meblarską, spożywczą i skórzano - obuwniczą. Rozmach wizji oddają liczby. Według prognozy maksymalnej, zespół Słupsk - Ustka do 2010 roku miał liczyć aż 240 tysięcy osób! W samym Słupsku, w tym konglomeracie miało mieszkać 180 tysięcy ludzie. Reszta nad morzem.

Już wówczas dostrzegano problem zaniedbania zabytkowych budynków w centrum miasta. Przy czym próbę przywrócenia ich do życia nie nazywano "rewitalizacją", lecz "rehabilitacją". Powstał wówczas zresztą konkretny projekt, który zakładał ratowania starego budownictwa. Innym planem był konkurs na zagospodarowanie śródmieścia, dzięki któremu miało ono zyskać swój blask.

Ale planiści z lat .70 nie poprzestali tylko na tym. Szukano terenów pod budownictwo. Do właśnie kończonego "Zatorza" wprowadzali się pierwsi mieszkańcy, a prasa zachwycała się różnokolorowymi szachownicami na ścianach szczytowych blokach (na przykład biało - pomarańczowymi). Nowym kierunkiem rozwoju miało stać się osiedle Westerplatte.

Wielkość planów uzmysławia pomysł dotyczące na przykład samej Słupi. Otóż planiści chcieli ją spiętrzyć przed Ustką i utworzyć tam zalew o walorach rekreacyjnych. Jaki był sens takiego mini - basenu, tuż przed samym morzem? Trudno jest powiedzieć. Jedynym problemem jaki zauważali planiści był fakt, że tylko w samej Ustce aż 3,5 tys. osób pracowało w przemyśle i rybołówstwie, a z kolei w szeroko pojętych usługach tylko trzynaście procent zatrudnionych. To jednak miało się zmienić na korzyść obu gałęzi gospodarki. W zespole Słupsk - Ustka proporcje te miały się wyrównać po połowie.

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.5 (2 głosy)